Warsztat Frankiego: Nadmiar pracy (2)

Share on Google+0Share on Facebook1Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0Share on LinkedIn0Share on StumbleUpon0Share on Tumblr0

Życie w bajecznym miasteczku płynęło wesoło. Pogoda tego wiosennego dnia była wyjątkowo piękna. Po niebie fruwały łabędzie tworząc ogromny klucz, a na drzewie obok warsztatu Frankiego swoje gniazdo uwił bocian. Świat się budził do życia, a razem z nim Franki i Matylda odkrywali nowe zakątki swojej krainy. Mieszkańcy miasteczka po długiej zimie porządkowali swoje ogródki, aby zimą móc cieszyć się przetworami i powidłami.

Całkiem niedawno w warsztacie Frankiego swoją prace rozpoczął Hanki. Był zdolny i szybko się uczył, dlatego Franki ufał mu na tyle, że mógł go samego zostawić w warsztacie i wybrać się na długo obiecywaną przejażdżkę rowerową z Matyldą. Dziewczynka była szczęśliwa, w końcu mogła spędzić trochę czasu ze swoim przyjacielem. Kiedy wyjechali na wymarzoną wycieczkę czas mijał im cudownie. Matylda nazbierała tyle cudownych kwiatów, że ledwo mieściły jej się w rękach. Franki natomiast biegał po drzewach i zrywał te kwiaty, które rosły najbliżej słońca. I tak radośnie mijał czas dwojga przyjaciołom. W tym czasie w warsztacie wydarzyło się coś co do końca życia zapamięta Hanki.

W jednym momencie do warsztatu przyjechał Pan Lucy z popsutymi hamulcami, Pani Marylka z rozbitym reflektorem i Pan Jack, który śpieszy się na odlot ostatniego samolotu by wrócić do swojego miasta. Następny samolot miał dopiero za parę dni i prosił, żeby to właśnie on był pierwszy w kolejce. Mieszkańcy bajecznego miasteczka byli bardzo mili, dlatego nie mieli nic przeciwko, aby samochód Pana Jacka był naprawiony jak pierwszy. Hanki był zdolnym pomocnikiem, ale nie miał na tyle doświadczenia, żeby poradzić sobie z tymi wszystkimi naprawami. Robił co mógł, aby sprostać zadaniu. Pot spływał mu po czole, a na plecach czuł wzrok Pana Jacka, który z nerwów obgryzł już chyba wszystkie paznokcie. Minęła godzina, a Hanki w myślach przywoływał Frankiego, który z całą pewnością szybko poradziłby sobie z naprawami samochodów. Szczęście sprzyjało Hankiemu ponieważ nagle ni stąd ni zowąd pojawił się Franki, który w mgnieniu oka założył swoje rękawiczki i szybko wziął się do roboty. We dwójkę praca szła o wiele szybciej. Po chwili samochód Pana Jacka był już naprawiony i spokojnie mógł jechać na lotnisko i wracać do domu. Tak się też stało z samochodem Pana Lucka i garbusem Pani Marylki.

Franki przeprosił Hankiego, że zostawił go na tak długo samego w warsztacie. Obiecał, że już więcej się to nie powtórzy. Cieszył się jednak, że spędził tyle czasu z Matyldą, że tak cudownie się bawił i zobaczył tyle pięknych miejsc. Pracę w warsztacie będzie organizował tak, aby nie obciążać zbytnio Hankiego, który dopiero co się uczy, a sam żeby jednocześnie nie zaniedbywał swojej przyjaciółki.  W ten sposób wszyscy będą zadowoleni. Z całej sytuacji najbardziej szczęśliwa była Matylda, której w końcu udało się namówić przyjaciela na wycieczkę. Tym czasem wiosna spokojne budziła świat do życia i pomału zapowiadała lato.