Celinka i Czarek: Staw sąsiada (3)

Share on Google+0Share on Facebook1Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0Share on LinkedIn0Share on StumbleUpon0Share on Tumblr0

Staw Pana Franciszka był dla Celinki i Czarusia miejscem zakazanym. Mężczyzna przeganiał wszystkie dzieci jakie tylko zbliżyły się do ogrodzenia. Im bardziej pilnował stawu tym bardziej rodzeństwo chciało się tam w kraść.Pan Franciszek był samotnym, starszym człowiekiem. Nie miał żony, dzieci, ani wnuczków. Prawdopodobnie dlatego nie lubił dzieci i nie chętnie rozmawiał z innymi ludźmi. Staw był całym jego życiem. Miał tam całą masę ryb, które codziennie karmił. Najdziwniejsze w jego zachowaniu było to, że gdy łowił ryby za każdym razem złowioną zdobycz wypuszczał ponownie do wody.

Pewnego dnia Czarek szukając piłki w szopie dziadka znalazł zakurzoną wędkę. Od razu w jego głowie narodził się pomysł wypróbowania znalezionego sprzętu. Nie było jednak miejsca gdzie mógłby to zrobić, a wiedział, że do stawu Pana Franciszka nie ma wstępu. Długo chodził po sadzie dziadka zastanawiając się nad sposobem przechytrzenia sąsiada. W pewnym momencie zachwycony chłopaczek podskoczył wysoko do góry krzycząc:
– mam! Już wiem! – uradowany pobiegł w stronę domu.

Zachowanie Czarka zauważyła Celinka, która pomagała babci Marylce zrywać porzeczki z krzaczków rosnących w sadzie dziadziusia. Szybko porzuciła swoje zajęcie i pobiegła za bratem. Gdy dobiegła na miejsce Czarek wyciągał ciemno zielony koc z kuferka babci.
– po co Ci ten koc Czarusiu? – zapytała zaciekawiona dziewczynka.
– Mam pomysł jak łowić ryby w stawie Pana Franka, tak aby mnie nie zauważył. – odpowiedział zaaprobowany Czarek.
Na samą myśl o zakazanym stawie, Celinka natychmiast postanowiła pomoc braciszkowi w przygotowaniach. Rodzeństwo pozbierało suche gałęzie z sadu dziadka i trochę liści. Plan był prosty. Pan Franciszek każdego dnia, koło 17.00 oglądał wiadomości, uważał, że warto wiedzieć co się dzieje na świecie i czy na jego wioskę przypadkiem nie spadnie UFO. Dzieci nie miały pojęcia co to jest UFO, ale to słowo wypowiedziane z ust sąsiada było niezwykle groźne i tajemnicze. Kiedy Pan Franek zajęty będzie sowim codziennym zajęciem dzieci w tym czasie wejdą za ogrodzenie i wkradną się na druga stronę stawu. Tam znajdował się most na którym zwykle siadywał sąsiad.

Stało się tak jak sobie zaplanowały, schowały się pod mostem, przykryły kocem i gałęziami tak aby nie rzucać się w oczy i zarzuciły wędkę. Czas mijał wolno i nudno. Zniecierpliwione nie mogły się doczekać, aż ryba złapie haczyk. Nie sądziły, że to zajęcie wymaga tyle cierpliwości i zdecydowanie wolały by teraz oglądać wieczorynkę. Nie mogły jednak wyjść ze swojej kryjówki, ponieważ od jakiegoś czasu Pan Franciszek siedział na pomoście. Dzieci dobrze wiedziały, że robi się ciemno i za chwilę na sad wyjdzie dziadek wołając je na kolacje. Nie było jednak innego sposobu na wydostanie się z kryjówki jak czekać aż Pan Franciszek wróci do domu. Bały się, że sąsiad naskarży dziadkowi, że wkradły się bez pozwolenia na jego posesję. Stało się tak jak przewidywały, z oddali usłyszały głos dziadka. Zaineresowany Pan Franek zaistniałą sytuacją, martwiąc się, że wnuczki Pana Józka nie wróciły jeszcze do domu – a była już późna godzina – postanowił pomoc w poszukiwaniach. Kiedy opuścił pomost, Celinka i Czaruś szybko, przeskakując przez ogrodzenie uciekły do sadu dziadka. Wzdychając z ulgą, że udało im się wydostać z posesji sąsiada pobiegły do domu. Teraz wiedzą, że wkradanie jest bardzo niegrzeczne i długo zapamiętają tę przygodę.